Sen od dawna jest dla mnie czymś, na co zwracam dużą uwagę. Moja fascynacja tym tematem zaczęła się po przesłuchaniu książki Matthew Walkera „Dlaczego śpimy”. Autor pokazuje w niej, jak fundamentalny jest sen dla naszego zdrowia i funkcjonowania. W pewnym momencie stwierdza nawet, że równie dobrze mógłby napisać książkę „Dlaczego nie śpimy” - wyjaśniającą, dlaczego przez większość doby jesteśmy czujni, a sen zajmuje tylko około jednej trzeciej naszego życia.
Nie śpię dobrze i JA!
Po wypadku, któremu uległem, pojawiły się u mnie problemy ze snem. Próbowałem radzić sobie z nimi na różne sposoby i szybko zrozumiałem, że nie istnieje żadna magiczna metoda ani tabletka, która rozwiąże wszystko. Jednym z największych wyzwań były nocne przebudzenia - a właściwie trudność z ponownym zaśnięciem. W tym miejscu muszę wspomnieć o psychoterapii, którą mogę polecić z pełnym przekonaniem. Temat snu często wracał na moich sesjach z Anią. To właśnie od niej dowiedziałem się o męczennicy - ziołowym środku uspokajającym i nasennym, który stał się częścią mojego wieczornego rytuału.
Do walki przystępują męczennice
Wiem, że nazwa brzmi nietypowo, ale działanie jest łagodne i nieinwazyjne. Tytułowe „męczennice” to właśnie element tego rytuału. Sam tytuł wpisu jest cytatem z rozmowy z Justyną - oboje uznaliśmy, że brzmi na tyle abstrakcyjnie i zabawnie, że warto go użyć. Zapewniam jednak, że nie kryje się za nim nic mrocznego.
Mój rytuał snu jest prosty, choć składa się z kilku kroków. Przed snem ograniczam posiłki, napoje i ekspozycję na światło niebieskie. Stopniowo wprowadzam się w spokojniejszy nastrój: piję napar z melisy, stopniowo przyjmuję też magnez z witaminą B, męczennicę i szyszkę chmielu. Od kiedy zacząłem dbać o ten wieczorny rytuał, rozpocząłem też powolne „schodzenie” z antydepresantu, którego skutkiem ubocznym jest senność. To mocny lek, więc odstawianie musi być rozłożone w czasie i konsultowane na bieżąco - nie da się po prostu przestać z dnia na dzień.
A co z przebudzeniami?
Przestałem z nimi walczyć. Jeśli obudzę się w środku nocy, nie próbuję natychmiast zasnąć. Zwykle po wizycie w toalecie siadam na fotelu i medytuję. Moja poranna rutyna - medytacja po zażyciu leku na tarczycę - przeniosła się właśnie na te nocne momenty. Włączając aplikację, staram się nie patrzeć na godzinę, żeby nie nakładać na siebie presji, że „jest jeszcze wcześnie i muszę zasnąć”. Po medytacji wracam do łóżka, ale nie po to, by wymuszać sen. Chodzi o odpoczynek. Jeśli zasnę - świetnie. Jeśli nie - trudno. Wcześniej potrafiłem leżeć godzinami, złoszcząc się na siebie, że nie mogę zasnąć.
Zdarzało się nawet, że zasypiałem, ale śniło mi się, że… nie mogę zasnąć.
Z podobnego powodu przestałem spać z zegarkiem mierzącym sen. W podcaście Matt Walker Podcast usłyszałem, że jeśli pomiary zaczynają nas stresować, lepiej z nich zrezygnować. Dokładne badanie snu wymaga specjalistycznego sprzętu, a nawet z nim nie da nam stuprocentowej zgodności. Jeśli więc pomiary wywołują niepokój, mogą przynieść więcej szkody niż pożytku.
Trening Jacobsona
Przez pewien czas ostatnim elementem mojego rytuału był trening Jacobsona, pomagający rozluźnić mięśnie. Nie chcę jednak narzucać sobie sztywnej zasady, że zawsze muszę go wykonać. Robię go wtedy, kiedy mam na to ochotę - czasem tak, czasem nie. Im lepiej poznaję siebie, tym bardziej widzę, że nie służy mi presja. W końcu chodzi o relaks, a nie o realizowanie planu co do milisekundy. Są obszary, w których trzymam się zasad bardzo ściśle, jak na przykład przyjmowanie leków. Ale są też takie, w których zostawiam sobie więcej luzu. Ten balans dobrze mi robi - wcześniej często popadałem w skrajności i obsesyjnie starałem się robić wszystko idealnie.
Dziś wiem, że dobry sen to nie cel sam w sobie, ale efekt zdrowego podejścia do siebie - akceptacji, cierpliwości i świadomości własnych potrzeb.

Zobacz inne wpisy
Jestem artystą
Przy czym nie chodzi tu w ogóle o zdolności, czy specjalne predyspozycje. Bardziej o nadawanie temu, co robimy innych znaczeń.
Biorę życie takie jakie jest
Aby jakoś uporządkować ten wpis zacznę od pewnej przytrafiającej mi całkiem systematycznie rzeczy.
Pierwszy samodzielny trening
Często łatwe jest trudne, a trudne łatwe. Jak to jest? W tym poście opisuje swój pierwszy samodzielny trening i to z czym się zmagałem.