historia
June 26, 2026
I
5min

Kiedy życie daje Ci cytryny

Co gdy nie wszystko idzie po naszej myśli? Czy z tytułowych cytryn da się wycisnąć coś dla siebie i zrobić lemoniadę?

Ostatnio przeżyłem jedną z najtrudniejszych lekcji w moim „życiu 2.0” – i to od czasu wypadku. Wszystko wydarzyło się podczas wyjątkowego dla mnie momentu: zaledwie dwa dni przed moim debiutem w Pucharze Świata w parawspinaczce. Kiedy opadły pierwsze emocje, przypomniałem sobie znane powiedzenie: „Kiedy życie daje ci cytryny, zrób z nich lemoniadę”.
Dla mnie to zdanie oznacza jedno: zamiast poddawać się, gdy spotyka nas coś trudnego, warto zatrzymać się i poszukać w tym ukrytych plusów. Choć na pierwszy rzut oka sytuacja wydaje się wyłącznie czarna, głębsze spojrzenie potrafi zmienić całą perspektywę.


Jestem gotowy na wszystko

Kilka dni przed wyjazdem moja psychoterapeutka Ania zapytała mnie, czy czymś się przejmuję. Odparłem bez wahania: „Nie, jestem gotowy na wszystko”. O ironio, naprawdę tak myślałem. W tamtej chwili za sterami mojego umysłu stała czysta logika i racjonalizm. Byłem przekonany, że sam udział w tak wielkim święcie sportu jest tak ogromną dawką pozytywnej energii, że nic nie zdoła zepsuć mi humoru… Ania próbowała mi uświadomić, że sport bywa nieprzewidywalny i nie da się przygotować na każdy scenariusz. Ja jednak wiedziałem swoje.


Nielogiczna walka

Wszystko zmieniło się dwa dni przed startem, podczas oficjalnych badań medycznych. W parawspinaczce zawodnicy są dzieleni na kategorie w zależności od rodzaju i stopnia ograniczeń fizycznych. Byłem święcie przekonany, że trafię do grupy RP2 (dla osób z ograniczonym zasięgiem i siłą – stąd skrót od Range i Power). W tej trzystopniowej skali „jedynka” oznacza największe ograniczenia, a „trójka” najmniejsze. Od miesięcy trenowałem z myślą o RP2, dlatego badania wydawały mi się czystą formalnością. Myślałem logicznie: w najgorszym wypadku przepiszą mnie do RP3, ale przecież i tak wystartuję! Logika mówiła jedno, ale emocje rządzą się własnymi prawami…

Tuż po badaniach poczułem ogromny żal. Nowa kategoria oznaczała rywalizację z o wiele silniejszymi zawodnikami. Zdałem sobie sprawę, że nawet gdybym wspinał się na swoim najwyższym poziomie sprzed wypadku, w najlepszym scenariuszu mogłem liczyć na środek stawki. W grupie RP2 czołówka również była kosmicznie mocna, ale średni poziom dawał nadzieję, że przy ciężkiej pracy będę w stanie ich dogonić w perspektywie kilku lat. RP3 wydawało się na ten moment abstrakcją. Byłem pewien, że ostatecznie sobie z tym poradzę – ale zanim to nastąpiło, musiałem zmierzyć się z faktem, że moje stuprocentowe przekonanie o starcie w RP2 właśnie legło w gruzach.



Całkiem dobra lemoniada wyszła z tych cytryn

Pierwszy pozytyw przyszedł niespodziewanie szybko. Czekając w napięciu na harmonogram startów, bardzo liczyłem na poranną porę. Jestem rannym ptakiem, a stresujące wyczekiwanie na swoją kolej to coś, czego wolałem uniknąć. Na zawodach każdego z nas czekały dwie drogi eliminacyjne, a dla najlepszych – finały kolejnego dnia. Gdy ogłoszono listy, okazało się, że kategoria RP3 startuje jako jedna z pierwszych rano – zarówno na pierwszej, jak i na drugiej drodze!

Drugim, jeszcze większym powodem do dumy, był sposób, w jaki poradziłem sobie z emocjami. Zamiast dusić je w sobie, otwarcie mówiłem o tym, że jest mi bardzo przykro i że jestem wściekły na taki obrót spraw. Dzięki temu obyło się bez wybuchów gniewu. Ogromną rolę odegrała tu dluzsA rozmowa z moją żoną Justyną,szybka wymiana wiadomości z moją psychoterapeutką oraz szczere rozmowy z innymi zawodnikami z kadry. Kryzys został w pełni opanowany jeszcze przed startem – dokładnie tak, jak zaplanowałem!

Po potyczce z emocjami sam start był samą przyjemnością. Co prawda na pierwszej z eliminacyjnych dróg pogubiłem się i nie poszło mi najlepiej, jednak ze swojej drugiej drogi jestem zadowolony. Jasne, na pewno dało się wiele rzeczy zrobić lepiej, jednak plan na tę drogę w pełni zrealizowałem, a sama droga bardzo mi się podobała! Podsumowując, całe wydarzenie było bardzo ciekawym doświadczeniem. Co więcej, już wiem, że drzwi do reprezentowania naszego kraju nie zostały dla mnie zamknięte i przynajmniej w tym roku będę brał udział we wszystkich zaplanowanych startach kadry narodowej.

Dodatkowo wyjechałem z zawodów z przeświadczeniem, że gdybym miał do wyboru startować w RP2, jednak z innym zespołem i innymi członkami kadry, to zdecydowanie wolę być w kategorii RP3, jednak z obecnym składem kadry!

User rating
Mateusz Kornecki
autor

W 2022 roku, podczas treningu rowerowego, doznał poważnego urazu mózgu. Po długiej rehabilitacji stopniowo odzyskuje sprawność i dzieli się swoimi doświadczeniami. Pisze szczerze o codziennym życiu osoby z niepełnosprawnością – bez upiększania, ale z dystansem i odrobiną humoru. Lubi pizze, długie spacery i jest wielkim fanem Wiedźmina.

Zobacz inne wpisy

historia

Moje oczy znowu zaczęły się szybko ruszać

,,Sen to dziedzina zagadkowa, niejedną niespodziankę chowa, bo choć udaje często jawę, rządzi się jednak własnym prawem...'' J. Szpotański

historia

Punkty za styl? Nie tym razem

Własne wymogi kontra to co dał mi los. O drodze, o progresie, ale i o czułości.

historia

Tam, ale czy na pewno z powrotem?

Czy wrócę kiedyś do ,,zdrowia''? Co to właściwie znaczy? Inaczej nie znaczy źle.