historia
May 27, 2026
I
5min

Moje oczy znowu zaczęły się szybko ruszać

,,Sen to dziedzina zagadkowa, niejedną niespodziankę chowa, bo choć udaje często jawę, rządzi się jednak własnym prawem...'' J. Szpotański

Od czasu wypadku ze spaniem bywało u mnie różnie, raz lepiej, raz gorzej. Przez ponad trzy lata jedna rzecz była jednak właściwie stała: brak snów. Albo, jeśli chcemy trzymać się fachowej terminologii - brak marzeń sennych.


Żeby była jasność: nie chodzi o to, że przez cały ten czas pod moimi powiekami panowała absolutna, szczelna pustka. Przez ponad trzy lata sny pojawiły się dosłownie kilka razy. Ale były to tak rzadkie odwiedziny, że równie dobrze mógłbym uznać, iż dział mojego mózgu odpowiedzialny za nocne seanse po prostu wywiesił kartkę “zamknięte na urlop” i wyjechał.


Reset, który nie działał

Z książki Matthew Walkera „Dlaczego śpimy” dowiedziałem się, że sny pojawiają się głównie w fazie REM (rapid eye movement). To ten moment nocy, kiedy oczy pod zamkniętymi powiekami zaczynają szaleć, a mózg robi sobie generalne porządki. U mnie ten proces przez długi czas najwidoczniej się nie uruchamiał.

Wiedząc, jak ważna jest regeneracja po urazie głowy, postanowiłem nie czekać z założonymi rękami. Sam temat wieczornego rytuału poruszałem zresztą już we wpisie o męczennicach - mózg potrzebuje jasnego sygnału, że pora kończyć dzień. I ten sygnał bardzo mu pomaga.



Wojna z pęcherzem i filmowe hity urologii

Najgorszym sabotażystą w tej całej układance były nocne wizyty w toalecie. Klasyka gatunku: wstaję o czwartej, załatwiam co trzeba, wracam do łóżka - i po spaniu. Leżę do świtu i się frustruję.

Żeby znaleźć przyczynę, przeszedłem badanie wideo-urodynamiczne - dość skomplikowana i mało komfortowa rozrywka, podczas której lekarze badają pęcherz od środka. Nie polecam jako atrakcji wieczoru. Zacząłem za to obsesyjnie dawkować wodę przed snem. Popijanie wieczornych leków zamieniło się w precyzyjną operację: dosłownie minimalny łyk, byle nie sprowokować pęcherza do nocnych alarmów.



Powrót z urlopu

I nagle, niedawno, coś drgnęło. Nocne wycieczki do łazienki wcale nie zniknęły, ale zdarzył się przełom: po powrocie pod kołdrę po prostu zasypiam. A sny zacząłem mieć coraz częściej. Wygląda na to, że w końcu wchodzę w fazę REM. Moje oczy znowu zaczynają się szybko ruszać.

Ludzie często powtarzają, że „czas leczy rany”. Nie do końca się z tym zgadzam. Sam czas po urazie głowy nie zrobi zupełnie nic, jeśli usiądziesz w kącie i będziesz czekać na cud.

Moja poprawa to nie przypadek, to proste równanie: Czas + Liczne Próby = potencjalna poprawa. Potencjalna, bo nigdy nie wiadomo, czy akurat ta próba będzie udana. Ale uważam, że potencjalna szansa jest lepsza niż czekanie z nadzieją na cud. Testowałem mnóstwo wariantów: leki, suplementy, koc obciążeniowy, zmiany nawyków. Nie poddałem się ani razu, choć nie raz miałem już dość.



Głowa do góry

Zaburzenia snu po urazach głowy to niesamowicie częsty problem, o którym rzadko mówi się otwarcie. Jeśli czytasz to teraz w środku nocy, gapiąc się w sufit po powrocie z łazienki - głowa do góry.

W moim przypadku naprawienie tego jednego elementu zajęło ponad trzy lata. Ale było warto. Dopóki próbujesz, szukasz nowych rozwiązań i nie dajesz za wygraną  masz szansę. Nigdy nie traćcie nadziei, bo dopóki nie spróbujecie, nie dowiecie się, czy coś może Wam pomóc.

User rating
Mateusz Kornecki
autor

W 2022 roku, podczas treningu rowerowego, doznał poważnego urazu mózgu. Po długiej rehabilitacji stopniowo odzyskuje sprawność i dzieli się swoimi doświadczeniami. Pisze szczerze o codziennym życiu osoby z niepełnosprawnością – bez upiększania, ale z dystansem i odrobiną humoru. Lubi pizze, długie spacery i jest wielkim fanem Wiedźmina.

Zobacz inne wpisy

historia

Punkty za styl? Nie tym razem

Własne wymogi kontra to co dał mi los. O drodze, o progresie, ale i o czułości.

historia

Tam, ale czy na pewno z powrotem?

Czy wrócę kiedyś do ,,zdrowia''? Co to właściwie znaczy? Inaczej nie znaczy źle.

historia

Droga usłana różami... i ich kolcami

Strach i niepewność to nie jest sygnał, żeby zawrócić. To po prostu część drogi.