historia
April 22, 2026
I
3min

Punkty za styl? Nie tym razem

Własne wymogi kontra to co dał mi los. O drodze, o progresie, ale i o czułości.

Już od dłuższego czasu miałem zaplanowany ten tekst. Co więcej, w momencie gdy wpadłem na pomysł o czym będzie, od razu zrobiłem zdjęcie, które tutaj widzicie. To zdjęcie jest dowodem na to, że czasami „punkty za styl” nie są nam potrzebne. Lepiej skupić się na tym, co chcemy zrobić, a nie na tym, czy podoba nam się sposób, w jaki rozwiązaliśmy zadanie.


Uparty wyścig z samym sobą

Zacznę od początku. Przez długi czas przyniesienie z parteru na piętro dwóch kubków z herbatą było dla mnie niemożliwe bez wylania choćby kropelki. Ponieważ jestem dość upartą osobą, traktowałem to zazwyczaj jako wyzwanie i specjalnie chodziłem z jednym kubkiem w jednej ręce i drugim w drugiej.

Oczywiście, mogłem nie uronić ani kropelki i iść po prostu dwa razy z jednym kubkiem. Tak, to byłoby rozwiązanie, jednak gdy tak robiłem, czułem się trochę jak przegrany, bo nawet nie spróbowałem...


Przełamanie schematu

Pewnego wieczoru stwierdziłem jednak, że skoro moja jedna ręka ze względu na spastyczność ma z tym problemy, a druga nie, to może po prostu złapię te kubki tak, żeby trzymać je tylko w jednej dłoni.

Spróbowałem i poczułem się bardzo pewnie. Na tyle pewnie, że postanowiłem wyciągnąć telefon lewą ręką i zrobić zdjęcie, które będę mógł wykorzystać w tym artykule. To właśnie wtedy do mnie dotarło: cały czas, gdy usilnie chciałem donieść te herbaty (i denerwowałem się na siebie za każdą wylaną kropelkę), po prostu źle do tego podchodziłem.


Cel vs. Metoda

Przecież moim celem było doniesienie dwóch herbat, a nie to, czy zrobię to w stylu, który udaje, że moja lewa strona jest tak samo sprawna jak prawa.

Już nie raz pisałem o tym, że niby akceptuję swoją niepełnosprawność. Jeśli jednak naprawdę ją akceptuję, to przecież nie ma nic złego w tym, że nie będę trzymał każdego kubka w osobnej ręce. W poście nie ma co się poddawać pisałem o tym, jak nie poddawanie się pomaga rozwiązywać problemy. Ale w tym konkretnym przypadku mój upór tylko ten problem generował.


Czułość zamiast treningu

Moim celem było przyniesienie herbaty, a nie zrealizowanie kolejnego ćwiczenia rehabilitacyjnego.

Herbaty przyniosłem i to bez chodzenia dwa razy. To, że wykazałem trochę czułości dla samego siebie i pomogłem sobie zrealizować cel (nie denerwując się przy okazji na siebie), jest czymś dobrym, a nie porażką, której powinienem się wstydzić. Gdybym robił to w ramach ćwiczeń – na pewno bym to ćwiczył! Ale tutaj liczył się efekt.

User rating
Mateusz Kornecki
autor

W 2022 roku, podczas treningu rowerowego, doznał poważnego urazu mózgu. Po długiej rehabilitacji stopniowo odzyskuje sprawność i dzieli się swoimi doświadczeniami. Pisze szczerze o codziennym życiu osoby z niepełnosprawnością – bez upiększania, ale z dystansem i odrobiną humoru. Lubi pizze, długie spacery i jest wielkim fanem Wiedźmina.

Zobacz inne wpisy

historia

Tam, ale czy na pewno z powrotem?

Czy wrócę kiedyś do ,,zdrowia''? Co to właściwie znaczy? Inaczej nie znaczy źle.

historia

Droga usłana różami... i ich kolcami

Strach i niepewność to nie jest sygnał, żeby zawrócić. To po prostu część drogi.

historia

Zajawka, która czyni cuda

Można brać tysiące leków, ale jest jedna tabletka, która naprawdę na mnie działa. Nic by jednak się nie dało bez trenera i rodziny.