Już od jakiegoś czasu chciałem napisać o tym, że sport to moje lekarstwo. Tak, wiem – brzmi to paradoksalnie w ustach kogoś, kto swoją niepełnosprawność „zawdzięcza” właśnie pasji do sportu. Jednak dziś, po treningu wspinaczkowym, zrozumiałem ważną rzecz: tu nie chodzi o same mięśnie czy kondycję. Chodzi o naszą wewnętrzną „zajawkę”, która pozwala nam zdziałać cuda. U każdego może ona wyglądać inaczej, ale efekt jest ten sam – daje siłę, by iść do przodu.
Od programowania do „żabki”
Doskonałym przykładem jest moja aplikacja Tree Frog Vision. Odegrała ona w moim życiu ogromną rolę i to nie tylko w rehabilitacji wzroku. Programowanie, którym zajmowałem się przed wypadkiem, było moją pasją. Czułem się w nim jak „ryba w wodzie”. To właśnie to zaangażowanie sprawiło, że po wypadku potrafiłem spędzić tysiące godzin nad „żabką”.
Kiedyś myślałem o tym jako o rehabilitacji zawodowej (pisałem o tym w poście Coś się kończy, coś zaczyna). Dziś, gdy podjąłem decyzję o porzuceniu kodu, patrzę na tamtego siebie z podziwem. Projekt „mojej żabki” wspominam z ogromnym sentymentem . To on odbudował moją sprawczość i pokazał mi, że wciąż mogę tworzyć wartościowe rzeczy.
Nowy rozdział w kadrze narodowej
Sport zawsze był moją ucieczką od ekranu komputera. Zmęczenie fizyczne od zawsze było i nadal jest najlepszą formą relaksu dla mojej głowy. I tak właśnie ten mój „relaks” zaprowadził mnie do kadry narodowej w parawspinaczce.
Przy planie obejmującym sześć treningów tygodniowo, wspinanie stało się nierozłączną częścią mojego życia. Początkowo próbowałem podejść do tego „racjonalnie” . Planowałem traktować sport jako połowę etatu, a w pozostałym czasie szukać nowej drogi zawodowej. Jednak im dłużej o tym myślę, tym bardziej czuję, że nie ma sensu szukać niczego na siłę.
Gram kartami, które mam w ręku
Życie jest jak gra w karty. Nie ma sensu tracić czasu na zastanawianie się, co by było, gdybyśmy dostali inne rozdanie. Ja dostałem takie karty, jakie mam na ręku i to nimi zamierzam grać najlepiej, jak potrafię.
Często, gdy słyszę gratulacje z powodu powołania do kadry, odpowiadam: „Dziękuję, ale to dopiero początek mojej sportowej przygody”. Nie wiem, gdzie ta przygoda mnie ostatecznie zaprowadzi. Na ten moment dała mi niesamowitą aktywność i co najważniejsze pomogła wyznaczyć nowy, jasny cel. Życie po takim wypadku nie jest gorsze, jest po prostu inne. Kiedyś sport był rekreacją, dziś jest moim głównym zajęciem i sensem każdego dnia.
Pasja ma moc uzdrawiania
Dzielę się z Wami historią „żabki” i wspinania, by pokazać jedno: pasja ma moc. To ona pozwala nam przetrwać najtrudniejsze momenty, poznać niesamowitych ludzi i nadać życiu nowy kierunek, nawet gdy wydaje się, że stary został bezpowrotnie utracony.
Na koniec chcę podkreślić jedno: ta „przygoda” to praca zespołowa. Bez bliskich, którzy wspierają mnie w logistyce, oraz bez trenera, który jest niesamowicie zaangażowany w mój rozwój i bardzo mi pomaga w tej nowej sportowej drodze, wszystko byłoby praktycznie niemożliwe.

Zobacz inne wpisy
Atomowy nawyk
Piszę ten wpis w samolocie lecącym do Paryża. Chcę podzielić się refleksją o nawykach i ich wpływie na życie.
Biorę życie takie jakie jest
Aby jakoś uporządkować ten wpis zacznę od pewnej przytrafiającej mi całkiem systematycznie rzeczy.
Coś się kończy, coś się zaczyna...
O etapie życia, który może przynieść rozwój zawodowy, choć jest obciążający przez niepewność co do dalszych kroków.